O tym, że strach ma wielkie oczy. Bezdech afektywny.

0 Flares Facebook 0 Twitter 0 LinkedIn 0 Google+ 0 0 Flares ×

To, że nie pałam sympatią do szkół rodzenia wiadomo nie od dziś. Kiedy jeszcze nie byłam świadoma niskiego stopnia przydatności powyższych, postanowiłam za namową lekarza prowadzącego ciążę wchłonąć trochę wiedzy z zakresu instrukcji obsługi niemowlaka, bo laik ze mnie w tym temacie konkretny. W wieku 25 lat po raz pierwszy trzymałam na rękach dziecko i to oczywiście swoje bo co tu dużo gadać… Wcześniej dzieci parzyły i najlepiej wyglądały z odległości 10 metrów. Pan Tata, od początku wziął się w garść jak na przyszłego ojca przystało i ryzykując konieczność przebywania w towarzystwie dziesięciu elektrowni ładujących ciążowymi hormonami, jako jeden z niewielu rodzynków dzielnie podpierał ze mną powieki w pierwszym rzędzie instytucji doszkalającej.
Przygoda ze szkołą rodzenia do łatwych nie należała bo moją jedyną ciążową przypadłością był permanentny związek z łóżkiem. Wołami mnie więc na tą szkołę rodzenia trzeba było ciągać, lub jak kto woli koniami mechanicznymi a i tak zalegając na miękkiej pufie przed położną, bardziej skupiałam się na tym by nie dać się ponieść fali sennego uniesienia niż na wykładanym materiale.

Ze szkoły rodzenia wyniosłam o dziwo wiele, wiele też zweryfikowałam w swoim późniejszym macierzyństwie. Gdy po porodzie i wstępnym ogarnięciu, o co generalnie w tym wszystkim chodzi, otrzeźwiałam już na tyle by nałożyć filtr na informacje przekazywane podczas zajęć i przesiać wiadomości potrzebne od zbędnych stwierdziłam, że równie dobrym marnotrawieniem czasu byłoby oddanie się w ramiona Morfeusza.

Proszę o wyrazy głębokiego współczucia bo Hanisława ewidentnie odziedziczyła charakterek po mnie. Uparte jest to to, złośliwe i bywa wredne. Jak się zaprze w postanowieniu lub skleci mizerny plan w swoim nader inteligentnym rozumku, klękajcie narody. Dawno temu, gdy moje dziecięce zachowanie zakrawało na obecność Hankowych dziadków na turnusie w psychiatryku Babcia D., w przypływie w tym momencie całkiem dla mnie zrozumiałych emocji, powiedziała „Nie życzę ci, żeby twoja córka była taka sama”. Jest.

Jak to się ma do szkoły rodzenia?
Ano tak, że Hanisława w całej swojej nerwowości, w całej swojej porywczości i okazywaniu złości posyła nas na łopatki. Telepie naszymi kolanami, kołacze sercem i otacza umysł paniką. Hania cierpi na bezdech afektywny.

Gdy po raz pierwszy zapłakała do tego stopnia, że na kilka długich sekund przestała oddychać, jedyną czynnością którą potrafiłam na tamten czas wykonać było potrzęsienie dzieckiem. A że mała była, krucha jak to noworodek, który ledwo co opuścił matczyne łono, skutek mógłby być opłakany a ja z kartoteką wyrodnej matki, tłumaczyłabym się na kanapie u detektywa Rutkowskiego.
Nie miałam zielonego pojęcia co się stało i dlaczego dziecko nagle przestało oddychać. Nie wiedziałam co robić a moje czynności ograniczyły się do miękkich kolan i próby nie wywinięcia orła w panice. Tak to się ma do szkoły rodzenia.

Teraz, 16 miesięcy doświadczenia później wiem w czym rzecz.
Bezdech afektywny występuje u niektórych niemowląt od około 6 miesiąca życia. U Hanisławy wystąpiło to szybciej, a kuku zrobiła nam już w pierwszym miesiącu istnienia. Powodem najczęściej są duże emocje, histeria lub złość. Nam przytrafiła się ta lżejsza wersja, ograniczająca się do tracenia oddechu i sinienia. Zawsze i przy każdym z tych epizodów mam wrażenie, że czas stoi w miejscu i bezlitośnie sobie z nas drwi, testując moją cierpliwość i zdolność trzeźwego myślenia.
Przywołanie Hanki do porządku zazwyczaj polega na puszczeniu chuchu w buzię lub w gorszym przypadku, gdy reakcja jest bliska zeru a sekundy nabierają tempa, przełożeniu przez kolano i całkiem legalnym spuszczeniem manta.

Drugim rodzajem bezdechu, przy którym ewidentnie zeszłabym na drugą stronę tęczy jest bezdech blady. Polega na zatrzymaniu oddechu i omdleniu, które wbrew pozorom jest w tej sytuacji dobrym rozwiązaniem bo organizm malucha głupi nie jest i w ten sposób się broni, przypominając zajętemu histeryzowaniem dziecku o konieczności oddychania. Sęk w tym, że jak nam się młode wkurzy, zapowietrzy lub „zaniesie” jak to mawiają starsze pokolenia i przylutuje głową w coś tworzącego z głową niekoniecznie dobry duet, już tak kolorowo nie będzie.

W większości przypadków, bezdech afektywny jest niegroźny i z czasem mija. U Hanisławy widać postępy, ostatnia seria 10 zastrzyków wzbogaconych o arię de płacz nie wywołała konieczności potraktowania jej chuchem drugiej świeżości.

Może, gdyby szkoła rodzenia zamiast prania mózgu na temat konieczności karmienia piersią pomimo wszystko, zadbała o rodzicielską świadomość w takich przypadkach, stanęłoby kilka serc mniej, ugięłoby się mniej kolan. Liczyłam na bardziej praktyczną wiedzę.
Chociaż moje i tak zawsze zadrżą, gdy z dziecięcego nosa pocieknie byle smar.

14 comments on “O tym, że strach ma wielkie oczy. Bezdech afektywny.
  1. Nie chodziłam do szkoły rodzenia, dzieci przewijałam i myłam osr**e dupki zanim mój młody przyszedł na świat, ale też zadrżałam jak mi się zaniósł przy płaczu! Pamiętam to jakby to było wczoraj! Tyle tylko,że wiedziałam od mojej Rodzicielki,że trzeba dziecku dmuchnąć w buzię (mój brat się tak zanosił i mdlał).
    Na szczęście to się zdarzyło raz, ale nie zapomnę tego nigdy!

  2. Też tak mam z młodszą córką (21 m-cy), łagodniejsza odmiana bezdechu, ale i tak sekundy trwają wieczność. I też uparta i nerwusek (ale ja zawsze mówię, że wady po tatusiu ;) ). A starsza córka (6 l.) przeszła przez okres niemowlęco-wczesnodziecięcy bez takich akcji :) .

  3. Ja ze swojej szkoły rodzenia jestem zadowolona ale o bezdechu też nam nie mówiono. O tym co zrobić wiem od położnej :)

  4. Ja też z mojej szkoły rodzenia byłam zadowolona, choć nie omawiano przypadków bezdechu. W końcu nie da się omówić wszystkich możliwych przypadków – to nie studia medyczne. Ale jestem pewna że gdybym o to zapytała to temat by został omówiony. Co do karmienia piersią…faktycznie było mocno promowane ale jednocześnie nie potępiano karmienia sztucznego. Nie bądźmy tacy krytyczni…

    • Jestem krytyczna wobec mojej szkoły rodzenia bo wbijano nam do głów, że karmienie sztuczne to zło. I kobieta, która stwierdziła, że karmić piersią nie będzie, została publicznie potępiona.

  5. Szkoła rodzenia to porażka… Jedyne czego mnie nauczono to kąpieli dziecka i jak je trzymać kiedy jeszcze nie podnosi główki. Oprócz tego wszczepiono mi info że trzeba karmić piersią i to jest najważniejsze! Dzięki temu stres blokował mleczko i w efekcie nie miałam go prawie wcale. Dziecko wyło a jak tatuś dawał jej butle z mlekiem modyfikowanym to ja też wyłam… że jestem beznadziejna, że nie mogę dać dziecku postawowej sprawy…mleka.Była to męczarnia dla mnie i przede wszystkim dla mojej Córci. W efekcie kiedy miała 5 i pół miesiąca sama ze mnie zrezygnowała (po mimo wieu prób przystawiania). Więc ja też zrezygnowałam. Z perspektywy czasu stwierdzam że karmienie piersią jest bardzo ważne ale nie za wszelką cenę. Dziecko nie było głodne – dokarmialiśmy je mlekiem modyfikowanym, później zupki, kaszki, pięknie je do dzisiaj bez problemów. Wiadomo czasem też ma gorsze dni. Ale dla mnie te 5 i pół miesiąca to był po prostu koszmar… i niespełnienie się jako mamy. Do dziś ubolewam że w tym trwałam zamiast cieszyć się macierzyństwem. Straciłam najpiękniejszy okres w życiu mojego Dziecka.

  6. Ja ze swojej szkoły rodzenia byłam bardzo zadowolona ;) Wiedziałam, co mam robić, gdy cała akcja się zaczęła, nie panikowałam, byłam baardzo spokojna, 7 h porodu spędziłam w domu, pojechałam do szpitala w ostatnim momencie.. przynajmniej tak mi się wydawało haha. Szczęście chciało, że połóżna, która dawała wykłady w szkole była tego dnia na dyżurze, więc kolejne plusy :) A karmienie.. Daj spokój, nie dałam rady karmić dłużej niż miesiąc ( mama, babcia też karmiły po 3 – 4 tygodnie) To był najgorszy miesiąc w moim życiu, szczerze. Młoda darła się niemiłosiernie, cały czas była głodna, non stop dzień i noc. Nosiłam ją cały boży miesiąc, nie odkładałam do łóżeczka wcale, musiała mieć cycka i ciągnąć. Niestety, ja też miałam sporo rzeczy do załatwienia w tym pierwszym okresie.. I skończyło się to mlekiem modyfikowanym, wszyscy żyją i mają się dobrze. :) Jestem zdania, że nie każda kobieta może karmić z takich czy innych powodów. To, że u mnie leciała sama woda zabarwiona na biało to ja już nic na to nie poradzę. Haha, pamiętam jak przyszłam do poradni laktacyjnej (nie wiedziałam już co robić). Położna mi mówi, że super sobie radzę, że dobrze przystawiam itd.. I pyta: A ile u Pani trwa karmienie? No to mówię, że jak młoda zaczyna jeść rano o 6 to kończymy około 11 z wielkim wrzaskiem, po czym Pani odesłała mnie do sklepu po mleko : DDD

  7. Nasz Tośka miała bezdech wraz z omdleniem w wieku 4 miesięcy, trafiłyśmy na tydzień do szpitala, gdzie zrobiono wszystkie możliwe badania, które nic nie stwierdziły (dzięki Bogu), ostateczna diagnoza – bezdech afektywny. Zdarzyło się tylko raz!

  8. Na naszej szkole rodzenia była pierwsza pomoc niemowlakowi, więc o dmuchaniu w buźkę wiem.
    Takie zajęcia powinny być w każdym programie szkoły rodzenia. Owszem, były też bzdurne tematy na poziomie wiedzy PRL-owskiej, ale przecież można takie momenty przeczekać, wypuścić drugim uchem i nikomu krzywda się nie stanie.
    Jeszcze jednym plusem naszej szkoły rodzenia było to, że prowadziła je przełożona pielęgniarek i położnych z oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu, w którym rodziłam. Poznałyśmy się lepiej i cieszyłam się, że w razie czego zawsze mogę się do niej zwrócić o pomoc (a w szpitalu leżałam prawie 2 tyg).

  9. Zawsze czytam takie wpisy z zainteresowaniem. Przeżyłam bardzo podobną historię. Generalnie u nas pojawiały się drgawki gorączkowe i bezgorączkowe, ale raz nastąpiło coś równie strasznego; bezdech afektywny. Byłam przekonana, że moje dziecko umiera, bo nagle zapowietrzyło się, przestało oddychać i straciło przytomność do tego stopnia, że nie reagowało na żadne bodźce. Tylko wdech pomógł w tym, że znów zaczęło oddychać, jednak ciągle bez przytomności i reakcji, aż zostało przewiezione helikopterem do szpitala. Tam nastąpiło cudowne zmartwychwstanie, bez żadnych skutków ubocznych, orzeczone jako bezdech. Dlatego jak czytałam Twój wpis, to czułam Twoje emocje, bo wiem co to znaczy…

Odpowiedz na „~HaniaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Instagram
  • Twitter
  • Facebook
0 Flares Facebook 0 Twitter 0 LinkedIn 0 Google+ 0 0 Flares ×