Być kobietą, być kobietą…

0 Flares Facebook 0 Twitter 0 LinkedIn 0 Google+ 0 0 Flares ×

Stałam dzisiaj rano przed lustrem w łazience ze szpachelką w jednej ręce i podkładem w drugiej. W końcu postanowiłam iść do fryzjera. Miałam wrócić do swojego naturalnego koloru włosów ale fakt, że we wtorek mam wystąpić z Hanisławą w programie telewizyjnym skłonił mnie do porzucenia wizerunku zaharowanej matki polki i zafarbowania metrowych odrostów, żeby program z blogowego nie został przemianowany na coś w stylu „Uwaga”, „Metamorfozy”, albo „Klinika doktora potwora”, gdzie redakcja będzie starała się mi pomóc, po czym poproszą by przekazywać mi 1% podatku. Z resztą program ma być emitowany przed godziną 22. Szpachlowałam więc twarz, nakładałam to i owo, żeby osiągnąć efekt „wielkiego oka” i „zawstydzonych policzków” lub prościej, by móc pokazać się szerszej widowni i zastanawiałam się jak to z nami kobietami jest. Niby płeć piękna, ale większość kobiet jest ‚trochę’ stuningowana. Facet zanim wyjdzie z domu umyje zęby, głowę, pachy i czasem jajka, liźnie się żelem, popsika się Old Spajsem i jest gotowy. Kobieta natomiast musi postać co najmniej godzinę dłużej przy lustrze. Szpachluje, maluje, podkręca, pogrubia, pocienia.

Ja po przebudzeniu wyglądam jak bezdomna. Najgorzej jest z włosami, jako że używam sporo lakieru i głowę myję rano, po podniesieniu facjaty z poduszki każdy włos żyje własnym życiem, a jakbym łepetyną przejechała po kanapkach to jeszcze plasterek goudy i śniadanie gotowe. Zawsze gdy wstaję rano do Hanisławy, idąc do jej pokoju zaczynam delikatnie nawoływać, by po wejściu dziecię zawału nie dostało. Kiedyś mi się zapomniało i Hania doznała szoku, podkówka i heja histeria na pół bloku. Do tego w latach szczenięcych cierpiałam na permanentny trądzik. Nie mogłam się tego cholerstwa pozbyć, do tej pory mama i brat szantażują mnie, że wrzucą do Internetu zdjęcia, a gdy przyprowadzałam chłopaka, który im się nie podobał, pokazywali mu album ze zdjęciami. Później odkryłam podkład. W zasadzie to mama kupiła mi pierwszy i dała mi go burcząc pod nosem „Masz, zrób coś ze sobą”. Ciul z tym, że podkład był dla murzynów a ja totalnie nie wiedziałam jak się tym posługiwać. Nałożyłam na twarz 3 centymetry i poszłam do szkoły, brudząc po drodze wszystkie ściany. Mogłabym wystąpić we współczesnej bajce o Jasiu i Małgosi, zamiast okruszków szorowałabym japą po betonie strzałki. Teraz na szczęście trądziku nie mam ale zostały pamiątki w postaci plamek i poharatanej gdzieniegdzie twarzy. No i podkład lepiej dobrany, do tego baza, żeby po 3h makijaż nie zszedł, bo Hanisława notorycznie liże mnie po twarzy gdy się cieszy jak mnie widzi. Do tego pudry, róże, maskary, kredki… Ja makijaż robię nawet wtedy, gdy nie mam planów na wyjście z domu. Nie chcę, by następnym razem listonosz mi wtykał polecone kijem pod drzwi.

Kolejną podstawową sprawą jest depilacja. Facet raz czasem wytnie kępy skrętów spod pachy, jak trafi się ewenement to i klejnoty ogoli. A my? Co drugi- trzeci dzień depilacja nóg, pach i tzw. okolic bikini, które zazwyczaj na bikini się nie kończą. Te odważniejsze golą jeszcze ręce, plecy i brzuch. Ja np. gdy zaczynam od pach to lecę maszynką aż po kostkę u nogi. Ostatnio popularne stało się laserowe usuwanie owłosienia. Dla mnie super sprawa, bo przy Hanisławie niestety nie mam za bardzo czasu na leżenie w wannie i depilację, więc za nogi zabieram się dopiero gdy włoski wystają ze skarpetek. Niestety PT woli inwestować w jednorazówki dla mnie niż wydać tryliony na zabieg. Próby szantażu typu „przestanę się w ogóle golić” kończą się stwierdzeniem, że PT lubi naturę i mu to nie przeszkadza. Ciekawe czy będzie taki cwany na plaży podczas wakacji.

Kolejna rzecz- fryzjer. Facet pójdzie, opitoli się na jeża, zapłaci w porywach 15zł i ma spokój na miesiąc. Czasami trafi się i taki, co za owe 15zł wyciułane od żony zakupi 4 Żubry i odwiedza Józka z klatki obok, co maszynką pół osiedla wygolił. My też możemy domowymi sposobami się upiększać, a jak! Tyle, że kiedyś, kiedy jeszcze smarowałam paszczę murzyńskim podkładem, wymyśliłam sobie, że pofarbuję włosy na ton ciemniejszy blond. Nielegalnie bo rodzicielka oprócz podkładu (dla własnej korzyści), zabraniała mi używać malowideł, farb do włosów etc. Coś mnie podkusiło, żeby zamiast przykazanych w instrukcji  30min potrzymać farbę kwadrans dłużej. Zawsze z resztą się buntowałam i musiałam robić po swojemu, oby dziecko nie poszło w moje ślady, bo skończę po drugiej stronie okna. No więc ten kwadrans na długo zmienił moje życie, bo rodzicielka prawie wyrzuciła mnie z domu a focha miała jeszcze miesiąc. Włosy wyszły czarne.
Rewolucje domowe mogą nie zawsze wyjść po naszej myśli, więc większość kobiet pozwala sobie na chwilę luksusu i chodzi do fryzjera. Po doprowadzeniu się do użyteczności, wsiadłam do auta i pojechałam do salonu. Jakiś czas temu zaufałam nowej fryzjerce, Pani A., która czesała mnie na ślub. Kobieta istne cuda wyprawia i własny małż mnie nie poznał., a koleżanki co jakiś czas podpytują, kto mnie tak poprawił. No więc Pani A. przenosiła się do nowego salonu, ja za nią. Weszłam do rzeczonego salonu, przy recepcji ćwiergota dziewczyna, co, na którą i do kogo. Rozejrzałam się po salonie, przepraszam Salonie i już miałam powiedzieć, że ja z ‚Rolnika’ i czy chcą kupić ziemniaki po czym zwiać, gdy nagle Pani A. do mnie pomachała i kazała usiąść na kanapie. Skuliłam się na obitej skórą sofie, bida z nędzą w trampkach i poplamionej marchewką koszulce, nerwowo rozglądając się naokoło i przeliczając w myślach, ile mnie wyniesie ta przyjemność i czy aby na pewno mój portfel jest odpowiednio wyposażony. Później standardowo, malowanko, kilka aluminiowych folii na głowie i w przebraniu anteny satelitarnej usiadłam znowu na kanapie by odczekać swoje. Przez cały ten czas wbijałam wzrok w telefon, który nijak zadzwonić nie chciał bo salon znajdował się w czarnej dziurze i nie miał zasięgu. Po 30 minutach Pani A. zawołała mnie na mycie głowy. I tu kolejne zdziwienie. Usiadłam na wygodnym, podobnie jak reszta mebli, obitym skórą fotelu, po czym fotel zaczął się rozjeżdżać a tyłek rytmicznie mi wibrował. W pierwszej chwili złapałam za telefon, czy aby PT nie dzwoni, że Hanisława wszczęła alarm, co by mi pomogło stamtąd dać dyla. Później moja panika wzrosła, że teraz to już na pewno się ośmieszę, gdy powiem „Przepraszam, czy jest tu gdzieś w pobliżu bankomat? Mam w portfelu tylko 200zł”. Tyłek wibrował dalej a Pani A. zajęła się masażem głowy. I tutaj miałam już centralnie w poważaniu, czy stać mnie na to wszystko, czy nie. Prawie krzyknęłam „Jeszcze za uszkiem poproszę…”. O dziwo fryzjer mnie nie zrujnował i jeszcze na bułkę i kabanosa zostało. Zapewne jeszcze się tam pojawię, masujący fotel do mycia głowy mnie kupił.

Podsumowując.
Niestety większość z nas jest zrobiona a stwierdzenie „płeć piękna” jest dosyć ogólne. Marzę o tym, by Hanisława w przyszłości nie musiała robić sobie makijażu przed wyszorowaniem kibla, jak mamusia.

Amen!

,
One comment on “Być kobietą, być kobietą…
  1. A taam, tak się wyglądem przejmować… :P Odkąd urodziłam dzieciątko, biorę przykład z mojego faceta – on nie musi się malować – ja też nie :D Taki leń jeszcze poporodowy chyba… ;)
    Powodzenia w programie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Instagram
  • Twitter
  • Facebook
0 Flares Facebook 0 Twitter 0 LinkedIn 0 Google+ 0 0 Flares ×